Clint Eastwood – twardziel o kamiennej twarzy

Clint Eastwood – twardziel o kamiennej twarzy

Kim jest prawdziwy twardziel? Dobre pytanie, co nie? Czy to każdy milczący typ w filmie akcji? Czy to każdy mięśniak nieznający strachu z wielką spluwą? Czy to koleś pozbywający się przeciwników z uśmiechem na ustach i cwaniackim tekstem? Koleś, który nie odwraca się, gdy coś eksploduje za jego plecami?  Nie, nie i definitywnie nie. Czasem może „twardziel”, ale „prawdziwy” już nie.

Prawdziwy twardziel to koleś, który robi to, co powinien zrobić. Jeżeli wymaga to wpierdolenia komuś, to wpierdoli. Jeżeli wymaga złamania prawa, złamie je. Zawsze stanie za swoją kobietą, nigdy nie opuści przyjaciela – choć najczęściej jest samotnikiem.

Ale prawdziwy twardziel przede wszystkim jest bardzo współczesną wersją mitu. Antyk miał swoich herosów, średniowiecze swoich rycerzy, Ameryka lat dwudziestych miała niezłomnych gliniarzy i prywatnych detektywów. Tak dziś my mamy swoje: słyszysz twardy glina, a przed oczami staje ci albo: John McClane ze Szklanej Pułapki, zagrany przez mistrzowskiego Bruce’a Willisa, albo: „Brudny” Harry Callahan grany przez człowieka o kamiennej twarzy Clint’a Eastwooda – dziś o nim.

Początki na dzikim zachodzie

Westerny kręciło się od lat 30’tych, czyli jeszcze kiedy Zachód był wciąż jeszcze dziki. Ale kino tamtych czasów powielało jeszcze naiwne kalki o niezłomnych rycerzach i złych bandziorach. Zawsze był skurwysyn i jego banda (obowiązkowo chodzący na czarno, bo jak?), oraz główny bohater, który bądź to samotnie, bądź to wraz z zebraną naprędce kompanią przeganiają ową dziką bandę i skurwysyna, ratując małe samotne miasteczko pośrodku niczego. Przyjaciele zawsze są tam wierni, bohaterowie giną w imię honoru wygłaszając długie mowy pożegnalne, wszystko jest ładne i kolorowe – nie zobaczysz niedopranej koszuli na żadnym z bohaterów, ani nawet śladu zarostu na żadnym z nich. Takie szmiry kręcili początkowo Amerykanie.

W latach 60-70tych Western stał się jednak popularny w Europie i swoje opowieści o dzikim zachodzie zaczęli kręcić Włosi i Hiszpanie – oni mieli do tego scenerie, wyobrażasz sobie Polski western na pustyni Błędowskiej? Zaczęto mówić o tak zwanych „spaghetti westernach”, początkowo uznawanych za tanie podróbki amerykańskich filmów, potem za zupełnie odrębny gatunek. Bo w europejskich westernach nie ma czarno-białych postaci, są wątpliwi moralnie milczący mordercy o okazyjnych zrywach sumienia, cynicy i skurwiele. Nie ma już wyprasowanych różowych koszul i gładkich twarzy, są ciuchy brudne od kurzu i brzydkie zarośnięte gęby. Nie ma udawanych teatralnych śmierci, ani przemówień, są za to sceny gdzie najpierw się strzela potem rozmawia. Tutaj właśnie pod skrzydłami reżysera Sergio Leone, wyrósł jeden z największych twardzieli kina: Clint Eastwood. Nie oglądałeś, to zobacz: Za garść dolarów (1964), Za kilka dolarów więcej (1965), Dobry, zły i brzydki (1966)

Brudny Harry

Pewnie też zauważyłeś na zamieszczonych obrazkach: Eastwood ma jedynie dwa wyrazy twarzy: zacięty oraz wkurwiony – a czasem są nie do odróżnienia. A druga rzecz: Nie wiemy jak to robi, ale zawsze, i to kurwa zawsze, ma zacieniony wzrok. Skłonni jesteśmy uwierzyć, że można takie spojrzenia osiągnąć patrząc spod kapelusza, ale teraz popatrz niżej i powiedz, jak on to robi w pełnym słońcu?

Wszystkie postaci Eastwooda ponadto zawsze mówią przez zaciśnięte zęby. Też pewnie nie wiesz, że najsłynniejszy fragment z Brudnego Harry’ego „Do you feel lucky, punk?” tak naprawdę nie został nigdy wypowiedziany w tej formie. Obejrzy sobie dokładnie tą scenkę:
Co innego: „Go ahead, make my day”.
   

Na stare lata

Można podejrzewać, że Eastwood zmiękł na stare lata. Ma dziś bez mała 80 lat, zajął się głównie reżyserką i kręci ckliwe dramaty typu „Za wszelką cenę”. Jednak zrobił ostatnio film, gdzie pokazał, że wciąż ma jaja: „Gran Torino” – mimo zmarszczek i siwizny, wciąż jest tym samym twardym skurwielem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.