Samotność Polaków na emigracji

Zielony jęczmień – w czym tkwi jego moc?

Emigracja nigdy nie jest łatwa. Jeden przyzwyczaja się szybciej, jeden wcale, ale każdy ma na niej swoje rozterki, dylematy, trudności. Na początku jest bariera językowa- i to jest moim zdaniem pierwsza i najważniejsza przeszkoda do pokonania. Jednakże w życiu często bywa tak, że szybciej oswoimy się z nową kulturą i obyczajami, niż samym językiem. Poznanie kultury danego narodu jest ważne, jeśli planujesz w tym kraju żyć, a nie popracować pół roku i wrócić do domu. Poznanie języka i kultury dla osób, które chcą w obcym kraju żyć, powinno być obowiązkiem, którzy oni sami sobie narzucają dla własnego poczucia komfortu.

Na emigracji często czujemy się samotni. Nawet w takiej sytuacji, jakiej ja jestem, gdy mam przy sobie swoją najbliższą rodzinę, samotność momentami bywa odczuwalna. Brakuje zarazem wszystkiego i niczego. Wielokrotnie z Benem rozmawiamy i nie potrafimy tego określić. My jesteśmy razem, ale wiele osób wyjeżdża w pojedynkę. Języka nie zna wcale lub na poziomie podstawowym. Z ludźmi przebywa tyle, co w pracy. Nic dziwnego, że wiele osób nad zwyczajniej w świecie czuje się cholernie samotnie. Obserwuję wiele fejsbókowych grup dla polaków w Niemczech. Czasami brakuje mi do nich cierpliwości, bo uogólniając jesteśmy narodem męczącym, kłótliwym i wszystkowiedzącym. Mimo to, z grup takich można się czegoś dowiedzieć (czasami rzeczy zupełnie ze sobą sprzecznych ;-)), ale są też to świetne miejsca do obserwowania nastrojów rodaków w Niemczech.

Wracając do samotności. Często na tych grupach zdarzają się dosłownie ogłoszenia matrymonialne. Moje pierwsze reakcje zawsze były takie: czy im tak nie wstyd; ładna dziewczyna, a taka zdesperowana. Ale po przemyśleniu twierdzę, że oni to robią, bo tak bardzo dokucza im samotność. Gdzie ma znaleźć tą drugą połówkę, jak wokoło sami obcy ludzie. Często zdarzają się też posty w stylu: kto popisze, bo się nudzę. No właśnie nuda. Mnie też dotyka. Bo niby nie mam w co rąk włożyć, ale jakoś nudno. I okej mnie zajmie moja rodzina, a co mają robić Ci co jej tu nie mają? Telewizję polską nie wszyscy mają, niemieckiej oglądać nie chcą, to siedzą sobie w tym Internecie. Jedni szukają towarzystwa, inni szukają zwady. W Internecie widać to, że my lubimy kłótnie. A Ci co lubią je najbardziej są głównymi prowodyrami. Lepsze to niż nic. Nie ważne co, aby się działo. I to właśnie przez takie myślenie proste pytanie: jak po niemiecku jest bułka tarta, zamienia się w ostrą wymianę zdań na kilkadziesiąt postów, a wystarczyłaby przecież jedna odpowiedź.

No, ale powróćmy do tej samotności. Bo cały czas próbuje zmierzyć do tego, dlaczego zagadujemy do polaków na ulicy. Zagadujemy, bo to często jedyna szansa, żeby kogoś poznać. Zagadujemy zazwyczaj tylko na samym początku naszego pobytu, ponieważ jeszcze wtedy nie wiemy, że to nie jest miło widziane. Wiem z własnego doświadczenia…no bo przyjechałam. Nie znam tu nikogo. Jest tu parę osób z Bena rodziny, ale nie owijając w bawełnę dla mnie są to obcy ludzie, których widzę pierwszy raz na oczy. Jestem im wdzięczna za wyciągniętą do pomocy dłoń i każdą radę, ale to nie zmienia mojego poczucia, że nikogo tu nie znam. Drugiego dnia pobytu na placu zabaw spotykamy kobietę, która mówi (lub przynajmniej próbuje) po polsku z dwójką synów. Zagadujemy. Była nawet miła, dowiedzieliśmy się od nie kilka rzeczy. Przeraziliśmy się, że po 17 latach można tak kaleczyć język, mając męża polaka i mówiąc do dzieci po polsku. Ale teraz wiem, że nie ona jedyna taka, i wiem też, że nie chcę, aby nas ta przypadłość dotknęła. Kobiecie powiedzieliśmy do widzenia i tyle ją widzieliśmy.

Nadal nikogo tu nie znam. Z polecenia kuzynki w urzędowych sprawach pomaga nam jej podwładna, która mieszka w Niemczech już ponad 25 lat. Jest bardzo miła i pomocna. W głowie mam cały czas wyobrażenie tego, że Polacy trzymają się razem, więc nadal jestem bardzo otwarta (i samotna) i zagaduje, gdy usłyszę polski język. Pojawia się kilka mało przyjemnych sytuacji w marketach, gdy Maciej podbiegał do dzieci, aby się przywitać, gdy tylko usłyszał polski język, a przerażone matki szybko odciągały swoje dzieci. Trudno wytłumaczyć dziecku, dlaczego ten chłopiec się z nim nie przywitał…Na placu zabaw też widziałam, że kobiety nie reagują jakoś entuzjastycznie na rodaczkę, więc zrobiłam się ostrożna. W międzyczasie zagadałam w H&M do dwóch młodych dziewczyn ;-). One też na początku miny miały niewymierne (chociaż teraz twierdzą, że tak nie było). Jedna z nich „dała mi szansę”, w związku z tym mega się cieszę, że wtedy odważyłam się zagadać, bo dzięki temu mam bratnią duszę, a Maciej ma przyjaciela. Ta sytuacja nauczyła mnie, że nie można wszystkich rodaków traktować tak samo. Bo jak napisałam człowiek, człowiekowi nie równy. Nie traktujmy wszystkich tak samo.

Miałam jeszcze jedną znaczącą (niestety w sensie negatywnym) sytuację, kiedy to wchodząc do C&A z dwójką moich diabłów, musiałam coś głośniej do uciekającego Macieja powiedzieć. Nic nie świadoma chodzę sobie między wieszakami i usłyszałam parę mówiącą po polsku. Nie zdążyłam się nawet odwrócić w ich stronę, jedynie kątem oka zobaczyłam, że facet szturcha babkę i przeszli na język niemiecki, który w ich wydaniu brzmiał co najmniej nienaturalnie…Wtedy pierwszy raz się spotkałam z taką sytuacją. I nigdy przedtem w głowie by mi się nie mieściło, że można się w ten sposób zachować. To przecież mega obciach.

Dlaczego Polacy wstydzą się swojej narodowości?? W powyższym artykule jednym z powodów jaki jest podawany to problem z tożsamością Polaków oraz kompleksy, które są szczególnie widoczne u starszego pokolenia. Kompleksy wynikające z doświadczeń historycznych i tego, że cały czas czujemy się gorsi i biedniejsi od naszych sąsiadów. Młodzi ludzie wydają się bardziej otwarci i pewni siebie. Młodzi ludzie zdają sobie sprawę z dobrych cech polaków docenianych na arenie narodowej takich jak: pracowitość, pomysłowość i dobre wykształcenie.

Jednym z głównych powodów w związku z którymi Polacy wstydzą się swojej narodowości, jest nierzadkie skandaliczne zachowywanie rodaków, które potwierdza znane na nasz temat stereotypy. Polacy bardzo dużo piją, robią po pijaku burdy. Polacy kłamią, wykorzystują. Wszystkie osoby przebywające na emigracji, bez znaczenia w jakim kraju świata mieszkają, przyznają, że największe świństwo to tylko polak polakowi potrafi wyrządzić.

Reasumując chciałabym napisać, że nie chciałam tym postem nikogo urazić, pouczać czy oczerniać. Prawda jest taka, że to jacy jesteśmy tylko w niewielkim stopniu zależy od naszej narodowości, a przede wszystkim od tego jaką mamy osobowość. Nie wszyscy Polacy są tacy sami, jak i nie wszyscy Niemcy, czy Turcy są tacy sami. Mamy swoje narodowe przywary. Dobrze jest sobie z nich zdawać sprawę i starać się nie powielać negatywnych stereotypów. To tylko od nas zależy jak będziemy spostrzegani przez innych Europejczyków. Nie mam zamiaru usprawiedliwiać Polaków, którzy się wstydzą mówić po polsku, a tym bardziej nie mam zamiaru usprawiedliwiać Polaków (jak i osób z innych nacji), którzy oszukują, kradną, wykorzystują i piją na umór, ale zdaje sobie sprawę, że te zachowania w tak dużym wymiarze nie wzięły się z nikąd.

Na podsumowanie nie mogę się oprzeć, aby nie zacytować Rainera z „Czasu Honoru”. Już wspominałam, że to to dla mnie ważny serial, a oglądając go w Niemczech po raz drugi, gdzie mogłam dokładniej przeanalizować wiele sytuacji i bardziej związać się z bohaterami, stwierdzam, że jest to tytuł obowiązkowy dla wszystkich, a w szczególności dla osób takich jak ja, których sytuacja w kraju zmusiła do ucieczki, zmusiła szukać innego rozwiązania na godne życie. Dla osób, które za granicą uczą się swojej tożsamości na nowo. Łatwo się w tych poszukiwaniach zagubić, a trudno znaleźć złoty środek. W ostatnim odcinku „Czasu Honoru” Rainer powiedział do Woźniaka: „Jesteś końcowym produktem tej wojny, prawdziwym nowym Polakiem.” Ci co widzieli chociaż kilka odcinków serialu wiedzą jakim bohaterem był Woźniak. Właśnie takim, jakich teraz za granicą mamy dużo. Tak ja sobie tłumaczę to niekiedy skandaliczne zachowanie Polaków, ale błagam postępujmy inaczej. Nie wstydźmy się, ale i nie zamykajmy się w swojej ksenofobi. Ucząc się żyć w innym państwie nie zapominajmy skąd się wywodzimy. Gdziekolwiek pójdę, wiem skąd przyszłam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.